Blood Rage. Recenzja

​Informacje

Tytuł: Blood Rage
Rodzaj: hybryda ameri/euro
Wydawca: CoolMiniOrNot
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: ok. 90 minut

Wstęp

Na wstępie chciałbym nadmienić, że recenzja dotyczy anglojęzycznej wersji z Kickstartera a nie polskiego wydania od Portalu, jednakże tłumaczenia w niej występujące zostały zaczerpnięte z oficjalnej, polskiej instrukcji. Drewniany insert firmy Geekmod, widoczny na zdjęciach, nie jest elementem zawartości gry. Recenzję dodatków do Blood Rage można znaleźć TUTAJ.

Blood Rage jest  dość znaną i głośną produkcją. Piękne figurki, nordycki klimat i nazwisko Eric M. Lang sygnujące pudełko bez problemu zapewniły sowite finansowanie na Kickstarterze. Odkąd się pojawiła często słyszało się  głosy zachwytów i rozczarowań. Pierwsze z nich, ze względu na to co gra oferuje, drugie… także z tego powodu. Prosta i przejrzysta mechanika zarówno zdobyła zainteresowanie fanów na fali “hype’u”, jak i zawiodła tych, którzy liczyli, że będzie to produkcja cięższa i bardziej dopracowana od Chaosu w Starym Świecie – wcześniejszego projektu Erica M. Langa. Jak zatem wypada Blood Rage jako planszówka?

Zawartość

Ponadprzeciętnych rozmiarów pudełko, ze świetną grafiką na froncie, zdecydowanie cieszy oko. Podobnie jego zawartość. W środku znajdziemy mnóstwo pięknie wykonanych figurek jednostek oraz potworów. Są bardzo szczegółowe i różnorodne – każdy klan posiada jednostki o innym wyglądzie. Cześć z nich, zwłaszcza wojownicy z włóczniami, ma lekko wygięte podłużne elementy. O ile wiem jest to powszechny problem, który można rozwiązać za pomocą gorącej wody.

Dalej znajdziemy jednak kilka zgrzytów. Planszetki graczy są cienkie i łatwo się wyginają, aż proszą się o porządny karton. Plastikowe nakładki na figurki, które kolorem określają do kogo należy dana jednostka, nie zawsze są dobrze dopasowane. Sprawia to, że zamiast zatrzaskiwać się na podstawce, są luźne i spadają, gdy unosimy miniaturkę. Z dwojga złego lepiej, że są luźne a nie przymałe, można je bez problemu przykleić i nie jest to widoczne. Wypraska także pozostawia wiele do życzenia. Figurki mają swoje miejsce, ale jest problem z umiejscowieniem drobnych elementów, szczególnie zakoszulkowanych kart, jeśli się na to zdecydujemy.

Pozostałe elementy są wykonane poprawnie. Plansza jest należycie przejrzysta, znaczniki dobrze wykonane, a karty są przyzwoitej jakości z jednym małym “ale”. Ich rewersy mają trzy różne nadruki z podziałem na ery, co troszeczkę może wadzić w rozgrywce, ale o tym później. Co do grafik to moim zdaniem są dobre, choć bez fajerwerków. Niemniej w tym aspekcie zdania mogą być bardzo podzielone.

Zasady

W Blood Rage dążymy do zdobycia jak największej liczby punktów chwały (glory). W tym celu podczas rozgrywki będziemy najeżdżać i plądrować prowincje w mitycznym Midgardzie, walczyć z przeciwnikami o dominację nad nimi oraz ginąć w chwale. Każdy z graczy otrzymuje identyczny (poza kolorem i nazwą) zestaw startowy figurek wybranego klanu składający się z jarla (leader), 8 wojowników (warriors) oraz drakkara (boat). Rozgrywka jest podzielona na 3 rundy. Każda z nich składa się z określonych części:
– Dary bogów (Gods’ Gifts),
– Faza akcji (action),
– Faza odrzucania kart (discard),
– Faza wypraw (quest),
– Faza Ragnaröku (Ragnarök),
– Faza powrotu z Walhalli (release Valhalla).

Draft jest jednym z najważniejszych momentów w rozgrywce. Determinuje on naszą strategię na poszczególne rundy. Zalecane jest, aby podczas pierwszej rozgrywki zastąpić go zwykłym rozdaniem kart, które pozwoli na zapoznanie się z nimi. Mamy ich trzy rodzaje: bitew, wypraw oraz rozwinięć. Karty bitew (battle cards) dają przewagę podczas starć z wrogami, karty wypraw (quest cards) aktywują nasze prywatne cele podczas gry, natomiast karty rozwinięć (upgrade cards) pozwalają na rozwój naszego klanu. Zależnie od liczby graczy dysponujemy inna pulą kart do wyboru. Każdy z graczy dostaje ich osiem, które przegląda, a następnie jedną z nich zostawia dla siebie, pozostałe zaś przekazuje graczowi po lewej stronie. Dzieje się tak, dopóki każdy z graczy zgromadzi sześć kart. Ostatnie niewybrane dwie odkłada się zakryte do pudełka. Tak wybrana ręka startowa pomoże nam w trakcie danej rundy, czyli określi nasze możliwe zagrania.

Faza akcji jest zdecydowanie najdłuższą podczas całej rundy. Po kolei, każdy gracz będzie wykonywać jedną z 5 dostępnych akcji (niektóre karty rozwinięć pozwalają na więcej), płacąc za nią koszt w tutejszej walucie – szale (rage):
Najazd – wstawienie jednostki na planszę,
Wymarsz – poruszenie wojskami z jednej prowincji do innej,
Rozwinięcie – zagranie karty modyfikującej klan,
Wyprawa – zagranie karty z misją,
Plądrowanie – atak na prowincję i wywołanie bitwy.
Faza zakończy się, gdy wszystkim graczom skończy się szał lub gdy splądrowana zostanie ostatnia prowincja.

Pozostałe fazy to już dość szybkie rozpatrywanie poszczególnych zdarzeń, czyli kolejno:
Odrzucenie wszystkich kart z ręki, prócz jednej, która może pozostać na kolejną rundę (niestety często można się domyślić jaka karta pozostała na ręce gracza, ze względu na inny rewers, co może pomóc bardziej spostrzegawczym uczestnikom),
Sprawdzenie czy zostały spełnione wymagania kart wypraw,
Zniszczenie jednostek, znajdujących się w prowincji oznaczonej Ragnarökiem oraz otrzymanie punktów za ich śmierć,
Powrót figurek zabitych podczas rundy do aktywnej puli.

Wrażenia

Zasady Blood Rage można łatwo i przystępnie wyjaśnić nawet początkującym graczom. Nie pozwala to jednak uniknąć problemu braku znajomości kart. Skutkuje to tym, że mając w składzie nowego gracza należy zagrać bez typowego draftu, czyli po prostu rozdając karty. W innym wypadku nowicjusz zostanie całkowicie skazany na pożarcie, a losowy dobór daje mu chociaż cień szansy na zaistnienie. Na szczęście już po jednej rozgrywce każdy powinien orientować się w sile poszczególnych kart, co pozwala na skuteczny draft ręki w fazie Darów Bogów.

Blood Rage zaczyna się nieco niemrawo. Pusta plansza wręcz wymusza na starcie umieszczanie swoich jednostek w Midgardzie z pominięciem innych akcji. W przeciwnym wypadku możemy w łatwy sposób pozwolić przeciwnikom na darmowe plądrowanie prowincji, które z kolei w nagrodę podniesie im statystyki. Skromne zasoby początkowe z pierwszej rundy, nie pozwalają na wiele, dlatego też warto dobrze się zastanawiać nad swoimi zagraniami. Jeśli jednak popełnimy błędy na początku – nic straconego. Blood Rage nie karze nas automatyczną utratą szans na zwycięstwo za początkowe złe wybory. Będziemy mieć szansę odegrać się na rywalach w kolejnych, lepiej punktowanych, rundach.

Następne rundy zaczynają się z większym impetem. Plansza jest już obstawiona jednostkami, a my zaczynamy z pulą ciekawszych kart oraz z większą pulą zasobów, o ile dobrze rozegraliśmy początek gry. Tutaj Blood Rage pokazuje serce rozgrywki. Midgard zaczyna robić się strasznie ciasny, a każde zwycięstwo w bitwie jest na wagę złota. A może jednak nie? Może to porażka przyniesie nam większy profit, dzięki wcześniej zagranym rozwinięciom, które premiują chwalebną śmierć. Czy też warto będzie poświęcić jednego wojownika, by zmusić zdeterminowanego rywala do pozbycia się wartościowej karty? Nie ma jedynej i słusznej drogi ku wygranej.

Warto w końcu wspomnieć o samej walce. Uruchamiamy ją poprzez akcję plądrowania prowincji. Wystarczy mieć w niej jakąkolwiek ze swoich jednostek. Drakkar w sąsiednim fiordzie również spełnia to kryterium. Po naszej deklaracji, kolejni gracze mogą dołączyć do walki, dokładając swoje jednostki z sąsiednich prowincji pod warunkiem, że są tam jeszcze wolne miejsca. Każda jednostka ma swoją wartość bitewną, ale ich suma ataku to nie wszystko. Jednocześnie wszyscy biorący udział w bitwie odkrywają po jednej karcie, które następnie rozpatrujemy. Część doda siły wojownikom, inne za to zmodyfikują liczebność armii. Nigdy nie możemy być pewni zwycięstwa, nawet jeśli, na pierwszy rzut oka, posiadamy absolutną dominację. Mało tego, wygrany traci zagraną kartę, a pozostali zabierają swoje z powrotem na rękę. Jest to bardzo dobre rozwiązanie, które pozwala na wiele sprytnych zagrywek. Żeby jednak zwycięzca poczuł smak wygranej, wszystkie jednostki pozostałych graczy są zabijane i wędrują do Walhalli. Należy dodać, że zachowawcza gra nie jest mile widziana, wszelkie remisy są uznawane za… porażkę. Wówczas giną wszyscy.

Na osobny temat zasługuje bitwa o Yggdrasil. Budzi ona największe emocje w grze, a wygrana często decyduje o końcowej kolejności. Yggdrasil jest prowincją, która znajduje się w centrum mapy. Udane splądrowanie zapewnia nam polepszenie wszystkich statystyk. Na dodatek sąsiaduje ze wszystkimi prowincjami oraz nie ma limitu miejsc, więc każdy może dołączyć do bitwy. Walka o Yggdrasil to najbardziej ekscytujący moment w grze. Można go doświadczyć nawet do trzech razy w ciągu partii, jednak jest to rzadkość. Wiele zależy od ryzyka podejmowanego przez graczy. Kiedy więcej osób pośle tam całą armię, po opadnięciu bitewnego kurzu, sytuacja na planszy diametralnie się zmieni.
​​
Blood Rage pozwala na rozgrywkę od 2 do 4 osób. Co ciekawe, faktycznie gra we dwoje działa całkiem sprawnie i nie jest umieszczona tutaj na siłę. Owszem, nie daje takiej frajdy jak rozgrywka trzy- lub czteroosobowa, ale jest wykonana poprawnie. Nie polecałbym jednak Blood Rage do grania wyłącznie w 2 osoby. Lepiej to traktować jako opcję, gdy wykruszą się współgracze.

Podsumowanie

Mnie Blood Rage zachwycił od pierwszej gry. Nie spodziewałem się po nim cudów oraz nie porównywałem do niczego innego. Chciałem jedynie solidnego, niezbyt ciężkiego i opartego na walce tytułu. Nie zawiodłem się ani trochę. Kilka drobnych wad łatwo mu wybaczyć, wszystko rekompensuje z nawiązką, a każda kolejna partia dostarcza nowych wrażeń. Mechanicznie wszystko działa sprawnie i bez zarzutu, chociaż nie ma innowacji. Faktem jest, że znakomite figurki robią różnicę. Gdyby je usunąć to gra niewątpliwie straciłaby istotny atut. Nie ma jednak co deliberować na ten temat. Stanowią integralny element tego tytułu, zapewniając nordycki klimat. Blood Rage na stałe zagościł na moim stole i nigdzie się z niego nie rusza.

Ocena 9/10 Przepiękna gra o niskim progu wejścia dla każdego, kto nie boi się negatywnej interakcji.

Plusy

  • Fantastycznie wykonane figurki
  • Niski próg wejścia
  • Dynamiczna rozgrywka
  • Brak efektu “kuli śnieżnej”
  • Możliwość blefu
  • Starcia o Yggdrasil
  • Mnóstwo negatywnej interakcji

Minusy

  • Cienkie planszetki
  • Wypraska mogłaby być lepsza
  • Lekkie wygięcia niektórych jednostek
  • Kilka luźnych podstawek do figurek
  • Nieco nudny początek rozgrywki

Recenzja na podstawie egzemplarza własnego.

RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook
Google+
http://planszotaur.pl/blood-rage-recenzja/
Twitter