Chromosome. Groźne wirusy. Recenzja

​​”Antarktyda. Olbrzymi meteor rozbija się gdzieś na mroźnym pustkowiu, przynosząc ze sobą obce formy życia. Amerykański rząd zakłada tajną placówkę badawczą, której zadaniem jest zabezpieczenie i przeprowadzenie na tych organizmach szeroko zakrojonych badań. Coś jednak idzie nie tak. Obce mikroby wydostają się z Laboratorium, rozprzestrzeniają się i walczą między sobą, gdy tymczasem ludzie poddani ekstremalnym warunkom wymierają. Ostatni pozostający przy życiu naukowiec – przerażony tym, co rozprzestrzeniające się mikroby mogłyby uczynić ludzkości – uruchamia system autodestrukcji stacji.

Chromosome to asymetryczna gra taktyczna. Została wydana w 2016 roku nakładem wydawnictwa CUBE Factory of Ideas. Gra jest ciekawą hybrydą mechanik z oryginalną tematyką. Robi bardzo dobre wrażenie wizualne, ale czy to wystarczy, by stać się tytułem na wiele wieczorów?

Tytuł przeznaczony jest dla 2-4 graczy w wieku powyżej 8 lat. Jak głosi napis na pudełku, na jedną rozgrywkę będziemy potrzebowali 30-60 minut. Aby jednak tego dokonać czeka nas przygotowanie, które odrobinę czasu zajmuje.

Ogromne pudło a w środku sporo powietrza.

Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy, jest nieproporcjonalna wielkość pudła w stosunku do tego, co znajduje się w środku. Nie oznacza to wcale, że elementów jest mało, wręcz przeciwnie, jednak nie wymagają one aż takich gabarytów.

Grafiki są bardzo atrakcyjne. Wielki wirus na przodzie opakowania wygląda rewelacyjnie, na odwrocie zaś znajdziemy tekst fabularny (a więc jednak jest tu jakaś historia, która powinna toczyć się w trakcie rozgrywki). Drugi z tekstów, to opis partii, do tego znajdziemy świetne zdjęcie poglądowe i spis elementów- wszystko to w języku polskim i angielskim.

Wewnątrz znajdziemy instrukcję, dość obszerną i…. dobrze napisaną, choć miejscami znaleźć w niej można odrobinę dwuznaczności. Przyswojenie zasad nie jest proste, często wracałem do instrukcji w trakcie rozgrywek, żeby upewnić się w swoich działaniach. Zdarzyło się niestety nie znaleźć odpowiedzi na nurtującą wątpliwość. Z drugiej strony w instrukcji jest sporo zdjęć, przykładów , opisów, które mają za zadanie ułatwić wejście do gry. Czasem udaje się to lepiej innym razem gorzej.

Każdy z graczy wciela się w jednego z rozprzestrzeniających się wirusów. dla każdego przygotowana jest w związku z tym planszetka. Trzeba przyznać że karty wirusów wyglądają rewelacyjnie. Znajdują się na nich poszczególne statystyki, (dla mnie zaskoczeniem był tor losu), jak również opisy akcji (połowa z nich jest identyczna dla każdego wirusa, zaś druga połowa, to rewelacyjne rozwiązanie decydujące o asymetryczności Chromosome – akcje charakterystyczne dla danego gatunku i dające mu niepowtarzalne właściwości).

Ostatnia z planszetek, to tak zwana plansza pomocnicza. Znajdują się na niej cztery różne geny, które w trakcie rozgrywki będzie można zakupić, aby ewoluować chromosomy swojego wirusa. Można to robić świadomie, kupując konkretne geny – nieco drożej, lub losowo, ale za to nieco taniej. W trakcie rozgrywki będziemy je umieszczać w części aktywnej a wykorzystując do wykonania akcji, w części pasywnej naszego chromosomu.

Nieodłącznym elementem są drewniane sześciany – najmniejsze to wspomniane wcześniej geny, nieco większe, niebieskie to znaczniki napromieniowania, największy biały służy do oznaczania upływu czasu. Do gry dołączona jest także specyficzna kość k4 w formie dwóch zaokrąglonych pasów łączących się wzdłuż dwóch krawędzi. Ciekawe, choć niekoniecznie praktyczne rozwiązanie.

Planszę stanowią heksy, z których w zależności od liczby graczy, a także naszego zaawansowania, układać możemy dowolne obszary – z zachowaniem pewnych zasad znajdujących się w instrukcji (wydawca daje nam gotowe trzy układy). Pola z niebieską ramką to pola startowe, a z czerwoną to pola narażone na mniejsze lub większe zmiany związane z zagrywaniem Kart Wydarzeń.  Każdy kafelek będzie miał również jeden z trzech „poziomów sterylności” oznaczony za pomocą liczby rur w pomieszczeniu i decydujący o tym jaki układ wirusów może znaleźć się w danym pomieszczeniu.

Kart jest jedynie dwanaście, ale mogą one w dość interesujący choć losowy sposób zmieniać rozgrywkę w trakcie jej trwania. Można z nich również zrezygnować, ponieważ wydawca przewidział taki wariant. Wszystkie mają teksty w języku polskim i angielskim.

W pudełku znajdziemy także całkiem pokaźną liczbę żetonów, z wyjątkiem znaczników napromieniowania, są one dwustronne. Strona z żywymi kolorami to żetony aktywne, a z kolorami, nazwijmy to „wyblakłymi”, to żetony wyczerpane. Mamy zatem cztery komplety znaczników wirusów (po 12 dla każdego rodzaju), oraz po jednym żetonie napromieniowania na gracza i po jednym żetonie losu.

Namnażaj się i przetrwaj.

Przygotowanie rozgrywki wymaga ułożenia odpowiedniego obszaru laboratorium, rozdzielenia znaczników wirusów, planszetek, oraz pierwszych trzech genów (dwa geny akcji i jeden telepatii na gracza). Ważnym aspektem jest wybranie odpowiedniego wirusa, ponieważ różnią się one znacznie i to nie tylko wyglądem.

Alium potrafi mutować, dzięki czemu będziemy mogli manipulować posiadanymi przez nas genami, a także odnowić punkty losu, co może być bardzo przydatne, również w punktacji końcowej. Cadum potrafi manipulować energią, co nie tylko pomaga w ładowaniu naszych mikrobów, ale może być zabójczą bronią wobec pozostałych – poziom napromieniowania nie może bowiem w trakcie rozgrywki przekroczyć 7. Ferox ma bardzo wysoki poziom agresji, co czyni go praktycznie wirusem bitewnym i umożliwia eliminację konkurencyjnych mikrobów. Pars zagwarantuje nam szybki wzrost populacji, a co za tym idzie ekspresową ekspansję na obszarze laboratorium.

W początkowej fazie, należy rozmieścić na polach startowych wybrane przez nas mikroby. Stamtąd zaczniemy ekspansję, a także eliminację wrogich kolonii. W tej kwestii Chromosome przypomina nieco gry 4X.

Jeśli chodzi o żetony mikrobów, mają one rewelacyjne grafiki, jednak już nadruk jest nieco niedokładny, przez co na stronie wyczerpanej, praktycznie każdy ze znaczników ma sporo przesunięty rysunek (chyba, że taki był zamysł projektantów, nie wygląda to jednak dobrze).

W grze, w skrócie chodzi o to, aby nie tylko przetrwać, ale również posiadać pod koniec rozgrywki najliczniejszą kolonię mikrobów.

Każda runda składa się z trzech faz:
– Przygotowania, w której przesuwamy znacznik czasu, odkrywamy nowe wydarzenie (z wyjątkiem wariantu bez    Kart Wydarzeń), oraz odnawiamy geny i żeton losu.
– Tur graczy, w której wykonujemy akcje oraz ruch.
– Promieniowania, w której wykonujemy test na odporność, wchłaniamy energię oraz następuje rozpad źródeł        energii

Rozgrywka kończy się kiedy znacznik czasu znajdzie się na polu 00:01, lub kiedy tylko jeden gracz pozostanie w grze.

W którą stronę poszła mutacja?

Chromosome to gra, która budziła spore nadzieje. CUBE krok po kroku uchylało rąbka tajemnicy, kolejnymi newsami, co napędzało hype. Spodziewałem się tytułu, który ruszy Ziemię z posad, a przynajmniej wywoła kanonadę fajerwerków. Czy można powiedzieć, że się zawiodłem? Chromosome posiada wiele zalet, skupmy się zatem na tym co w grze najlepsze.

Negatywna interakcja – o tak!!! To tytuł, który w sprzyjających okolicznościach może niszczyć przyjaźnie i rozbijać związki 🙂 Nie ma że boli, jeśli chcesz przetrwać to musisz bezwzględnie niszczyć konkurencję. W tej rywalizacji Ferox nie ma sobie równych, choć inne wirusy także nie pozostają dłużne. Tu mała dygresja dotycząca skalowalności. Nie brakowało mi niczego w grze dwu i trzyosobowej, jednak to co się działo przy pełnej obsadzie, to jest właśnie cała kwintesencja Chromosome. Każdy wirus próbował przetrwać na właściwy sobie i niepowtarzalny sposób. Cała esencja została wyciągnięta właśnie przy czteroosobowej obsadzie.

Przy tak emocjonującej rozgrywce, nieco bolesne jest rozczarowanie finałem. Emocje, ewolucja, eksperymenty i pyk….koniec gry…. Jak to? To już? Tak po prostu? Właśnie tu najbardziej zabrakło tych fajerwerków na które czekałem. Kolejne i kolejne partie w zasadzie powodowały podobny efekt. Sporo taktyki w trakcie, dużo negatywnej interakcji, emocje i puuuuffff…. Powietrze uchodziło wraz z przesunięciem białego sześcianu na pole oznaczające 1 minutę do samozniszczenia laboratorium.

Niesamowite jest jak wiele różnych zdolności posiadają Wirusy, a mimo tej asymetrii są one idealnie zbalansowane, nie da się przewidzieć ani ustalić do końca rozgrywki kto wygra, chyba, że ewidentnie kogoś nie lubi przedziwna kość k4.

Tu pojawia się kolejna wada. Przez całą rozgrywkę, możemy bardziej lub mniej świadomie rozwijać naszego wirusa, prowadzić ekspansję, podejmować walkę i nagle … kurtyna w górę  – wchodzi kość. Głównie na etapie walki ale także przy testach odporności. Potrafi nielubiących losowości przyprawić o chęć rozrzucenia elementów gry po całym pokoju, jednym zamachnięciem ręki. No dobrze, ostatecznie nie mam nic przeciwko odrobinie losowości, choć tu czasem mi doskwierała.

Na szczęście, kość można przerzucać, i może to zrobić zarówno aktywny gracz, żeby sobie pomóc jak i nieaktywny, aby nam zaszkodzić. Bardzo ciekawe rozwiązanie, poczytuję je na plus.

Przyjrzyjmy się teraz klimatowi. Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadza, mamy laboratorium, mamy historię, z sensowną fabułą, mamy pomieszczenia o różnych poziomach sterylności, są wirusy, posiadają łańcuch rybonukleinowy, mamy geny, możemy mutować. A jednak czegoś tu brakuje. Mechanika jest niezła, i jak już wspominałem przypomina nieco tą jaką stosuje się w grach 4x, ale klimat gdzieś jednak ucieka. W zasadzie gdyby zastąpić mikroby jakimiś stworami, nie byłoby żadnej różnicy.

To co zgrzyta, to delikatna niekonsekwencja nazwijmy to „naukowa”. Geny akcji? Geny telepatii? Wiem, to nie jest wielka wada, gra się i tak rewelacyjnie, ale lubię jak wszystko zgadza się w najdrobniejszych szczegółach. Brakuje mi także jakiegoś zróżnicowania pomieszczeń. W zasadzie jedyne co je różni, to sterylność a co za tym idzie, liczebność grupy mikrobów, jaką możemy do danego pomieszczenia wprowadzić. Brak tu jakichś innowacyjnych rozwiązań, jakichś dodatkowych funkcjonalności.

Gra nie jest przesadnie długa, rozgrywki są fajne, ale nie wystąpi tutaj efekt „kolejnej partyjki”. Być może przez zbyt małą satysfakcję z wygranej. Za to regrywalność,to chyba największa zaleta Chromosome. Mamy tutaj nieograniczone możliwości, po pierwsze dlatego, że układ pomieszczeń stacji jest ograniczony jedynie kilkoma zasadami, poza tym może być absolutnie dowolny, po drugie Karty Wydarzeń, które z resztą możemy całkowicie wyeliminować, dają każdej rundzie jakieś delikatne, ale wpływające na nasze decyzje zmiany, po trzecie rozwój naszego wirusa może za każdym razem iść w zupełnie innym kierunku, dzięki mechanizmowi pozwalającemu na zdobycie  dowolnych genów spośród czterech dostępnych, a nawet umożliwia dobór losowy.

Sama rozgrywka w zasadzie nie ma problemów ze skalowalnością, ale okazuje się, że asymetryczność tytułu, spowodowała jednocześnie efekt głębi przy maksymalnej liczbie graczy. Wtedy z gry wyciągniemy zdecydowanie najwięcej.

Podsumowanie

Chromosome jest grą, która ma ciekawą negatywną interakcję, ogromny potencjał regrywalności (laboratorium, a co więcej nasze wirusy mogą być za każdym razem zupełnie odmienne). Większość elementów jest porządnie wykonana, choć planszetki zdecydowanie mogłyby być z jakiegoś grubszego materiału, nadruki na rewersach żetonów wirusów zaś mogłyby być dokładniejsze, ponieważ zdecydowanie uciekają w stronę krawędzi. Tytuł nie jest przesadnie długi, co stanowi jego zaletę. Gra ma świetny potencjał taktyczny, a asymetria w tym przypadku jest genialna. Mimo pewnych niespójności, i drobnych mankamentów, oryginalność tematu, próba osadzenia gry w konkretnym klimacie, rewelacyjne grafiki sprawiają, że to jeden z tych tytułów, z którymi warto się zapoznać. Polecam ją graczom lubiącym sporo negatywnej interakcji, obmyślanie nowych strategii, ograniczoną losowość a przede wszystkim tym, którzy lubią rozwijać swoją „postać” na wiele różnorodnych sposobów.

Plusy

  • regrywalność na bardzo dobrym poziomie
  • bardzo dobra jakość większości elementów
  • ciekawa mechnika rozwoju wirusów
  • oryginalny temat

Minusy

  • dużo zasad, które na początku trudno spamiętać
  • delikatna niekonsekwencja w budowaniu klimatu
  • losowość w walce może tu nieco doskwierać

Ocena: 7/10  Ciekawy tytuł, który warto poznać i od czasu do czasu zagrać.

Dziękujemy wydawnictwu CUBE za wypożyczenie gry do recenzji.

RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook
Google+
http://planszotaur.pl/chromosome-grozne-wirusy-recenzja/
Twitter