Gwint, czyli Wiedźmińska gra karciana. Recenzja

UWAGA: Są to wrażenia z zamkniętych BETA TESTÓW!!! Jest to wersja gry 0.8.31.1, do oficjalnej premiery zawartość gry i wrażenia z rozgrywki mogą się zmienić!!!

Zaplanowałem nieco wcześniejszy powrót do domu na 1 listopada, głównie z myślą o dwóch rzeczach: smutnej konieczności wymiany opon na zimowe oraz napisaniu jakiegoś tekstu na Planszotaura (coby nieco odciążyć Jacka). Pomysł już miałem i zabierałem się za pisanie, gdy dotarła na mojego maila wiadomość:

SMXLL

W ten oto sposób życie po raz kolejny zweryfikowało moje plany. Tekst idzie w odstawkę, siadamy do Gwinta.

O CD Projekt RED w ciągu ostatnich dwóch lat było naprawdę głośno za sprawą sukcesu (moim zdaniem bardzo słusznego) Wiedźmina 3. Gra zyskała wiele uznania w kraju i za granicą, serwisy growe wystawiały wysokie oceny, fani wyrastali jak grzyby po deszczu, akcje na giełdzie poszybowały w górę. Nic więc dziwnego że studio postanowiło wykorzystać markę Wiedźmin w kolejnej produkcji. W ten oto sposób narodził się Gwint (Gwent dla obcojęzycznych), który pierwotnie był minigierką w trzeciej odsłonie Wiedźmina.

Czym jest Gwint? Dość prostą mechanicznie sieciową grą karcianą. Zasady ma banalnie proste – otrzymujemy na rękę 10 kart (możemy wymienić 3 karty) i staramy się wygrać w dwie z trzech możliwych rund poprzez zdobycie przewagi punktowej w każdej z nich. Każda zagrana jednostka dodaje nam pewną wartość do puli i może być zagrana w jednym z 3 rzędów (niektóre jednostki mogą być wystawione WYŁĄCZNIE w danym rzędzie). Oprócz kart jednostek występują także karty efektu, którymi możemy wpłynąć na sytuację na stole (np. poprzez osłabienie jednostki przeciwnika, wzmocnienie własnej czy wykorzystanie efektu pogodowego).

Mimo prostoty rozgrywki możliwości jest sporo, a złożenie odpowiedniej kombinacji jest możliwe i daje naprawdę dużo przyjemności. Sama rozgrywka mimo wszystko przypomina klasyczne gry karciane, gdzie musimy jak najlepiej zarządzić ograniczoną liczbą kart. W trakcie samej gry nie mamy też doboru kart (poza oczywiście umiejętnościami z kart), więc startowa ręka jest najważniejsza. Oczywiście szybko z ręki „nie zejdziemy”, gdyż możemy zagrać tylko jedną kartę w trakcie swojej tury.

Skończenie przeciwnika w dwóch rundach jest bardzo trudne, zdecydowanie przeważają rozgrywki z trzema rundami

Obecnie Gwint zawiera nieco ponad 400 kart, oczywiście początkowo mamy dostęp jedynie do niewielkiego ich ułamka. Do dyspozycji mamy 4 startowe decki: Scoia’tael, Skellige, Królestw Północy oraz Potworów. Oprócz tego mamy jeszcze neutralne karty efektów, które możemy wmieszać w pozostałe talie. Zapewne niebawem pojawi się 5 deck – Nilfgaard. Jest więc w czym wybierać. Miło też, że nie da się zapakować wszystkich najmocniejszych kart do jednego decku: jesteśmy ograniczeni do 4 złotych i 6 srebrnych kart w talii (więc siłą rzeczy gramy głównie brązowymi, najniższej klasy).

Dowódca każdej talii, poza jednostkami, ma również 2 umiejętności: pasywną oraz aktywną, której możemy użyć raz na walkę.

I tak np. Talią Skellige możemy (aktyw) przywołać dwóch wojowników do pierwszej linii, a umiejętność pasywna zwiększa nam moc karty o 1 z każdą rundą, niezależnie czy znajdują się one na ręcę czy na cmentarzu, z kolei Scoia’tael mogą wybrać gracza rozpoczynającego grę (pasyw) i wymienić do 3 kart z ręki (aktyw). Wydaje mi się, że na chwile obecną Skellige oraz Królestwa Północy mają zdecydowanie mocniejsze umiejętności, ale być może jest to zrekompensowane w kartach jednostek (jak mówiłem – obecnie mam dostęp jedynie do ich małego wycinka).

Grafiki na kartach są naprawdę fajne, choć nie do końca rozumiem czemu jedna jedyna karta złota jaką miałem w decku (Geralt) jest animowana, na dodatek dość przeciętnie i wyraźnie odstaje jakością od reszty. Oczywiście widziałem w swoim życiu lepsze (patrz martwe już Duel of Champions), ale zdecydowanie cieszą one oko.

Na chwilę obecną mamy możliwość rozgrywania partii z żywym przeciwnikiem lub komputerem w standardowych pojedynkach, ale nie wątpię, że twórcy w przyszłości zaproponują nam kolejne tryby (jak chociażby areny).

Karty zdobywamy w ten sam sposób jak we wszystkich innych karciankach sieciowych – musimy zakupić odpowiedni pakiet (w tym wypadku… beczkę, którą sprzedaje nam troll), która zawiera 4 losowe karty oraz 1 z 3 do wyboru przez nas. Oczywiście (co już jest standardem) możemy także zniszczyć nadmiar kart i wytworzyć z powstałego w ten sposób materiału inną.

Jedyne co mnie martwi to szybkość zarabiania i zdobywania kolejnych poziomów (które niewiele nam dają poza darmowymi nagrodami za ich osiągnięcie). Za przegrany pojedynek nie dostajemy żadnej waluty, doświadczenia potrzebnego do wbicia następnego poziomu również. Oczywiście, możemy otrzymać od przeciwnika 5 sztuk złota za „dobrą grę” (istnieje taka opcja po pojedynku), ale raz, że jest to opcjonalne, dwa – to kropla w morzu potrzeb, gdyż jedna beczka kosztuje 100 sztuk złota.

Sam tytuł jest dostępny w pełni w języku polskim (wraz z dubbingiem!), choć początkowo uruchomił mi się po angielsku (stąd kilka screenów w tym języku).

Podsumowując: Gwint ma szansę na sukces w walce z Hearthstone’m (bo nie oszukujmy się, to jest główny rywal). Gra CD Projekt RED prezentuje podobny poziom skomplikowania co tytuł Blizzarda (wprost: obie gry są bardzo proste), jednak są one wyraźnie różne mechanicznie. Gwint odróżnia się znacznie od innych tytułów na rynku. Cieszy mnie również poczucie większego wpływu na rozgrywkę niż w tytule Blizzarda, gdzie nagle ni z tego ni z owego przegrywamy, nie wiedząc do końca co się stało. Mimo początkowego sceptyzcyzmu (za minigierką w Wiedźminie 3 nie przepadałem) jestem optymistycznie nastawiony do produkcji CD Projekt RED i czekam z utęsknieniem na kolejne uaktualnienia.

UPDATE 1: Jak się dostać do zamkniętej bety? Bardzo prosto – wystarczy zarejestrować się na TEJ stronie i czekać na takiego samego maila, jakiego ja otrzymałem. Zaproszenia są wysyłane falowo, dlatego warto codziennie sprawdzać pocztę. Do rozgrywki wymagane jest konto na platformie GOG oraz zainstalowane GOG Galaxy!.

Update 2: pasowanie w formie przytrzymania żetonu myszką to nie jest najlepsze rozwiązanie, zdarza się, że „nie załapie”.

Update 3: Skill, który nie zadziała na jakąkolwiek kartę nie jest blokowany. Troszkę szkoda, trzeba uważać na swoje ruchy.

Update 4: Przydałby się licznik końca tury w bardziej widocznym miejscu. Często zapominamy, że to właśnie nasza tura idzie.

Update 5: Jak dla mnie na chwilę obecną: Królestwa > Skellige > Potwory > Scoia’tael

Update 6: Istnieje możliwość zmiany dowódcy (jeśli akurat wypadnie nam ta karta), wygląda na to, że niektórzy będą bardziej oblegani od innych, przyda się tu poprawa balansu.

Update 7: Rozgrywki trwają około 10 minut, matchmaking działa bez zarzutu – nie czekamy długo na przeciwnika, na dodatek trzymają oni całkiem wysoki poziom, nie ma lekko.

Update 8: Nie wiem czy oferta jest czasowa czy też będzie dotyczyła każdego – wraz z kodem do bety możemy otrzymać również (korzystając z odnośnika w GOG Galaxy) kod na beczki oraz grę The Witcher: Enhanced Edition na platformie GOG!

Update 9: Nowy dowódca Scoia’tael wypadł z beczki (z umiejętnością cofania karty jednostki na rękę i ponownym jej zagraniem), rozgrywka Wiewiórkami od razu się poprawiła. Sama talia nadal wydaje mi się słabsza od Skellige (o Królestwach nie wspomnę), za to ma spory potencjał do combosów i na dodatek pięknie kontruje Potwory. Obecnie mój ranking: Królestwa > Skellige > Potwory = Scoia’tael

Update 10 (04.11): Wreszcie zaczęły wypadać niezłe karty: dwóch srebrnych wiedźminów dostałem z beczek, trzeci scraftowany. Doszedł także Baron (szkoda, że mogę wybierać tylko 1 z 3 kart, Regis też by się przydał). Nadal brakuje kart do Scoia’tael (coś mam do nich pecha). Obecna moc moich talii: Królestwa> Skellige=Potwory> Scoia’tael. Brakuje za to czasem efektu wizualnego nagród, nie wiemy co dostajemy

Update 11 (20.11): mieliśmy aktualizację, troszkę się zmieniło. Podstawowa karta potworów oberwała lekkim nerfem (osłabieniem), ale nie jest to jakaś wielka zmiana. Za to wydaje mi się, że stworzenie kart jest tańsze. Sam Gwint działa wyraźnie stabilniej i szybciej (miło). Dorobiłem się nowego bohatera (Dagon), który robi prawdziwą sieczkę. Nadal uważam, że to Królestwa są najmocniejsze, ale Potwory przeskakują wyraźnie Skellige, Scoia’tael jak byli słabi w moim wykonaniu tak są.

Update 12 (19.12): nowa aktualizacja wprowadziła szereg nowych kart, ale nie to jest najważniejsze. Zmieniono wreszcie dość niesprawiedliwy system nagród dziennych – od teraz pierwsze 100 złota otrzymamy po wygraniu 6 rund (a nie jak dotychczas – 3 zwycięstwach). Duży plus. Od teraz mamy również osobny pasek doświadczenia, ale nie wiem jeszcze co to zmienia (muszę wbić poziom). Wprowadzono także walki rankingowe.

Update 13 (23.01.2017): nowe karty, nowe (podłe strasznie) buildy, nowe bugi, których być nie powinno (patrz mglaki z zagranym Quenem). Moje Potwory niestety spadają na dół drzewka pokarmowego. Obecnie dla mnie siła przedstawia się tak: Królestwa=Scoia’tael, Skellige, Potwory. Czas farmić karty na nowy deck.

Update 14 (13.02.2017): do gry wszedł Nilfgaard… i mówiąc szczerze jestem nim nieco rozczarowany. Sam styl gry jest ciekawy (i cholernie wymagający), nie widziałem za to jeszcze ani jednej fajnie i konkurencyjnie złożonej talii. Po zmianach w kartach do łask powracają Potwory… i to nawet z jednym wariantem robiącym z nich perpetuum mobile (szykuje się nerf). Także Skellige mocno wzrosło w notowaniach. Co do nowych kart.. bardzo wkurza Yennefer: Klątwy. Obecnie siła (wg. mnie) przedstawia się tak: Potwory,Skellige, Królestwa, Scoia’tael, Nilfgaard

Update 15 (18.02.2017): Dominacja Potworów nie mogła trwać wiecznie niestety… srebrne karty pogody dostały dość mocno po tyłku, jednak nie zmienię raczej mojego rankingu siły 🙂

Update 16 (26.03.2017): nowy patch, nowe zmiany – od teraz możemy ustawiać nasze jednostki w danej linii, co ma znaczenie przy wykorzystaniu umiejętności innych kart… zobaczymy jak to wszystko będzie wyglądać w praktyce

Update 17 (22.04.2017): szczerze mówiąc samo ustawianie kart wielkiego wpływu na rozgrywkę nie ma, choć nie da się ukryć, że ta mechanika uzasadniła nerfy sporej ilości popularnych do tej pory kart. Obecnie rządzą Potwory i Scoia’tael, nieco za nimi jest Skellige, potem Królestwa i Nilfgaard, jednak każdą nacją da się złożyć przyjemny deck

 

RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook
Google+
http://planszotaur.pl/gwint-czyli-wiedzminska-gra-karciana-recenzja/
Twitter