Kamień gromu. Recenzja

Dziś słów kilka o Kamieniu Gromu. Jest to karcianka w której zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Robi ona na mnie wrażenie nieprzerwanie, z każdą rozgrywką zadziwiając ilością możliwych scenariuszy i możliwych dróg do obrania. Zakochali się w niej również moi współgracze, którzy podstępnie, dzięki niej, dali się wciągnąć w planszówkowy świat.

 

Kamień Gromu – org. Thunderstone – gra powstała w 2009 roku, rok później doczekała się polskiej wersji językowej, a potem kilku klonów, ulepszeń a także dodatków. Niestety obecnie dostępna jest w Polsce głównie na rynku wtórnym, a jeśli nawet pojawia się czasem jakiś dodatek, to w języku angielskim. Szkoda, ponieważ jest to jedna z ciekawszych gier deckbuildingowych jakie się ukazały w naszym kraju.

Pierwsze, co rzuca graczy na kolana, to jakość i ilość komponentów. W pudle z bardzo praktyczną, plastikową wypraską, ułatwiającą segregację kart, znajdują się również nieco większe karty- zakładki, dzięki którym można trzymać wszystko w należytym porządku. Same karty są bardzo solidne, a grafiki na nich dopracowane do perfekcji i na dodatek przepiękne, można się zakochać w tym designie, a nadto wprowadza on znakomicie w klimat gry.

Twórca zaopatrzył nas w 530 kart, co jak na starter set, daje naprawdę imponującą liczbę. Nie jest to przypadkowe. Gra pomyślana jest w ten sposób, że wszystkie karty nigdy nie biorą udziału w grze na raz, ale są losowo dobierane- za pomocą 38  kart doboru losowego. Na jednorazową rozgrywkę przypadają 3 różne grupy potworów, 4 różne typy bohaterów, osiem zasobów lub pomocników, którzy będą dostępni w wiosce, do tego cztery zasoby i ochotnicy podstawowi, karty choroby i doświadczenia (w późniejszych wersjach, karty doświadczenia zostały zastąpione plastikowymi tokenami w kształcie tytułowego kamienia gromu). Dzięki losowemu doborowi, ilość kombinacji jest ogromna i każda kolejna rozgrywka staje się niepowtarzalna.

Sama gra polega na odpowiednim dobraniu kart na ręce w taki sposób, aby umożliwiło to bohaterom zejście do lochów i ubicie potworów, w poszukiwaniu mitycznego Kamienia Gromu. Lochy mają aż trzy poziomy, różnicujące zdolności i siłę potworów. Teraz do dzieła… planujemy, liczymy, ubijamy stwory lub kupujemy zasoby w wiosce, czasem trzeba podjąć męską decyzję i pozbyć się części ekwipunku lub zasobów, ponieważ w przeciwnym wypadku będą nam zaśmiecały „rękę”- a ręka na raz składa się zaledwie z sześciu kart losowo ciągniętych z posiadanych zasobów… Początkowo jest bardzo trudno, ale jeśli umiemy logicznie myśleć, szybko szacować, to z każdą turą ubijanie okropnych monstrów staje się coraz łatwiejsze.

Kiedy pojawi się Kamień Gromu, ukryty z decku z potworami, rozgrywka dobiega końca, i nie ma znaczenia, czy zdobędzie go którykolwiek z bohaterów czy też nie. Warto jednak po niego sięgnąć, ponieważ daje dodatkowe punkty zwycięstwa.

Podsumowując- gra jest nie tylko efektownie i porządnie wykonana, ale ma rewelacyjnie przemyślane zasady, dzięki którym staje się bardzo regrywalna i zapewnia długą rozrywkę. Dodatki wprowadzają także odrobinę świeżości i kilka nowych zasad. Jason Engle to mistrz grafiki, stworzył niezwykle klimatyczne i realistyczne ilustracje, wspaniale wprowadzające w klimat rozgrywki. Każda karta dopracowana jest do perfekcji, a potwory autentycznie są straszne, lub obrzydliwe.

Gra nie należy do łatwych, ale ma również opcję solo (oddzielne zasady dostępne online). Przeznaczona jest zasadniczo dla dwóch do pięciu osób, ale przy 5 graczach występują zbyt długie przerwy między turami poszczególnych bohaterów. Ciekawym elementem jest też gotowe rozstawienie kart dla nowicjuszy, ułatwiające opanowanie zasad gry.

Minusem jest instrukcja, mimo dość przystępnego języka, pewne jej elementy nie wyjaśniają jednoznacznie co należy w danej sytuacji zrobić. Pierwsze rozgrywki odbywają się praktycznie z instrukcję w ręku. Z każdą kolejną rozgrywką wszystko staje się już intuicyjne.  Co do czasu gry… dużo zależy od stosunku wylosowanych potworów do wylosowanych zasobów. Są rozgrywki szybkie na 50 minut do godziny, ale bywają i długie- na ponad 2,5 godziny. Gra jest jednak pomyślana tak, ze każda zakończona rozgrywka pozostawia apetyt na kolejną.

Prócz wspomnianych już niedociągnięć instrukcji, sporym minusem jest praktyczny brak interakcji między bohaterami. Gracze którzy lubią czasem trochę namieszać, lub przeciwnie pomagać, będą czuli pewien niedosyt. Kolejnym minusem jest fakt, ze czasem można wylosować zasoby zupełnie nieprzydatne wylosowanym typom bohaterów, ale z drugiej strony jak nawet taki znajdzie się wśród 8 możliwych do pozyskania, to nie ma tu dużej straty. Ostatnim minusem jest czas potrzebny do przygotowania gry… jednak nie znam dobrej gry składającej się z wielu elementów, która byłaby wolna od tej niedogodności. 

Gra jest ciekawa i wciągająca, bardzo efektowne ilustracje i niesamowity klimat oraz ogromna regrywalność, sprawiają, ze to jedna z ciekawszych pozycji na rynku. Ogromnie szkoda, że jest już tak bardzo trudno dostępna, być może AEG i REBEL jeszcze kiedyś wpadną na pomysł reedycji. Ja tymczasem jako szczęśliwy posiadacz tej pozycji daję jej z czystym sumieniem 8/10 pkt. i polecam ją każdemu kto chciałby zacząć swoją przygodę w świecie gier od jakiejś klimatycznej karcianki.

Ocena: 8/10

 

RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook
Google+
http://planszotaur.pl/kamien-gromu-recenzja/
Twitter

2 thoughts on “Kamień gromu. Recenzja”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *