Keyflower i Keyflower: Kupcy – geniusz tkwi w licytacji

Informacje o grze

Tytuł: Keyflower
Wydawnictwo: Czacha Games
wiek: od 12 lat
liczba graczy: 2-6
czas rozgrywki: 90-120 minut.

Keyflower to już klasyka – tytuł z 2012 roku miał już okazję przewijać się na polskich stołach. Teraz dzięki wydawnictwu Czacha Games możemy cieszyć się pełnoprawną, ojczystą wersją językową. Jednakże czy ta „wiekowa” pozycja ma szansę po raz kolejny podbić serca graczy, czy też ugnie się pod naporem nowszych, świeższych propozycji?

Błyszczący pokład

W pudełku znajdziemy mnóstwo drewna i… kafli:). Naprawdę ciężko przyczepić się do jakości wydania. Drewno jest kolorowe oraz drewniane, a same kafle grube, wytrzymałe, przez co nie będzie im straszne trzymanie w przepoconych palcach. Jedynie tekturowe domki, czyli spersonalizowane zasłonki dla graczy, mogłyby zostać wykonane z grubszej tektury. Niejednokrotnie przewracały się pod naporem delikatnego wiatru, wstawania, przesuwania, kręcenia, odkrywając pilnie strzeżone przez graczy tajemnice. Warstwa estetyczna jest dość szczególna. Dla niektórych okaże się zbyt toporna, podczas gdy dla innych stanie się znakiem rozpoznawczym serii;). U mnie nie powoduje ani dreszczu zachwytu, ani boleści rozczarowania. Podczas rozgrywki koncentrowałam się na zupełnie innych aspektach. Najważniejsze, że ikony objaśniające działanie danego kafla są intuicyjne oraz czytelne. Po góra dwóch partiach nie będziemy mieć problemu z rozpoznaniem kryjących się za nimi „umiejętności”.

Instrukcję napisano (i przetłumaczono) w klarowny sposób, z dbałością o respektowanie zasad języka polskiego, pamiętając o podkreśleniach, pogrubieniach itd. Brakowało mi jednak większej liczby przykładów oraz szczegółowego opisu, choćby jednej tury rozgrywki, co stanowiłoby wielką pomoc przy stopniowym poznawaniu meandrów gry. Nie pogardziłabym również dodatkowymi planszetkami pomocy, które wyjaśniałyby działanie ikon poszczególnych kafli. Powtarzanie tłumaczenia bądź podawanie instrukcji nie jest zbyt wygodne. Właściwie są bardzo intuicyjne, ale lęk przed złym zrozumieniem czai się na każdym kroku. Niemniej do wielkich plusów musimy zaliczyć streszczenie zasad, znajdujące się w szarych ramkach na brzegach głównego opisu zasad. Dzięki niemu szybko odświeżymy sobie zasady, aby nawet pod długim czasie bez przeszkód zasiąść do stołu.

Wszystkie drogi prowadzą do zwycięstwa

Mechanika Keyflower opiera się na licytacji, budowaniu sprawnego silniczka produkcyjnego, zapewniającego nam punkty na koniec gry, a przy okazji dbamy jeszcze o efektywne konstruowanie sieci dróg, aby nic nie zakłóciło wznoszenia naszej ekonomicznej potęgi. Do gry wchodzi strategia, strategia i jeszcze raz strategia. Nasze zwoje mózgowe będą parować, gdy zajmiemy się planowaniem na wiele tur naprzód.

Rozgrywka trwa przez cztery pory roku. Na samym początku otrzymujemy kafel Domu oraz ośmiu robotników, który służą nam do licytowania nowych kafli, układanych następnie w naszej wiosce. Na początku każdej pory roku na pokładzie statków przybywają nowi robotnicy wraz z nowymi kaflami dostępnymi do licytacji.

Zastosowanym w tym tytule wariant licytacji jest po prostu fenomenalny. Nie zrezygnowano z jej przystępności, lecz za pomocą kilku prostych reguł wprowadzono emocjonujące ryzyko do strategicznego planowania. Naturalnie nie doświadczymy tutaj bezpośredniej negatywnej interakcji, aczkolwiek ścieranie się o najlepsze kafle, umożliwiające realizowanie dalekosiężnych planów, łagodzi pasjans pozostałych etapów gry. Z tego względu zaniechanie obserwacji poczynań innych graczy to prosta droga do… spektakularnej porażki.

Kafelek wioski licytujemy kładąc jednego lub wielu robotników przy odpowiedniej krawędzi kafla. Dokładani (również przez innych graczy) do licytacji robotnicy muszą mieć ten sam kolor, co robotnicy już biorący udział w licytacji. Ponadto zawsze należy wystawić więcej robotników niż zrobił to nasz poprzednik. Przelicytowani robotnicy mogą opuścić kafel albo, żeby wziąć udział w innej licytacji,albo uaktywnić produkcje, albo by zostać odrzuceni.

Co w tym takiego fajnego? Po pierwsze musimy rozważnie hamować nasz apetyt na nowe kafle. Bezładna chęć posiadania wszystkiego wiedzie ku manowcom. Już w tym momencie powinniśmy myśleć nad długofalową strategią, inaczej chaos łatwo zabierze nam zwycięstwo. Po drugie warto mierzyć siły na zamiary. W trakcie pierwszej tury będziemy powoli odkrywać zasoby innych graczy i przewidywać z którymi nie warto stawać w szranki. Tutaj przydadzą nam się plany awaryjne, gdyż zawsze warto mieć opcję B, i C, i D. Znów jesteśmy zaganiani do intensywnego myślenia. Po trzecie sporo tutaj nerwowego oczekiwania! Nigdy do końca nie wiadomo, czy uda nam się zrealizować nasze zamierzenia. Oczekiwanie na kafel jest zarówno ekscytujące, jak i niepewne. A przy tym zapewnia sporo frajdy.

Keyflower nie byłby pełnoprawnym euro bez produkcji. Gracz może umieszczać robotników na kaflach swojej wioski, na kaflach wioski przeciwnika oraz na kaflach aktualnie licytowanych. Jeśli o kafel toczy się już licytacja, do produkcji należy użyć robotnika w tym samym kolorze co licytujący! Zawsze możemy użyć kafla po raz drugi, i po raz trzeci, zawsze dokładając do niego +1 meepel. Na kaflu możne znajdować się maksymalnie 6 robotników. Jednakże same surowce to jeszcze nie wszystko – przyda nam się sieć dróg. I usprawnianie kafli. Można pogubić się w mnogości decyzji do podjęcia. Dokąd będą zmierzać nasze meeple?

A to jeszcze nie koniec. Na wylicytowanie czekają ponadto kafle kolejności oraz dokładanie zdobytych kafli w celu stworzenia dobrze prosperującej wioski. Niby każdy sobie rzepkę skrobie, ale nic tak nie zaburza spokojnego budowania, kiedy robotnik przeciwnika niespodziewanie zajmuje ważny dla nas kafel produkcyjny. Gdy nie mamy odpowiedniego koloru pionka, to szybko zszargamy nasze nerwy, chyba że dostosujemy się do zaistniałej sytuacji. Jedynie nasze niedopatrzenia szybko wykluczy nas z rozgrywki, ponieważ nawet z najbardziej tragicznej sytuacji można się podźwignąć dzięki kilku pożytecznym ruchom. Najlepiej takimi, które zaszkodzą innym, a dadzą nam – to jest przecież znana od wieków recepta na sukces;). Reasumując nie zniszczymy nikomu mozolnie budowanego poletka, ale pokrzyżujemy niejeden plan.

Punkty zdobywamy za kafle wioski oraz znaczniki złota. Następnie ktoś cieszy się ze zwycięstwa, aby inny mógł pomstować na swój los.

Czy warto licytować się o kafle?

Keyflower to wyśmienita gra euro, która powinna znaleźć się w kolekcji każdego miłośnika tego gatunku. Mnóstwo strategicznego myślenia, wiele dróg prowadzących do zwycięstwa oraz maksymalna regrywalność (zmienne warunki startowe połączone z nieustannym odkrywaniem zależności między kaflami) stanowią o niepodważalnych zaletach tej produkcji. Nie należy jednak zapominać, że jest to tytuł przeznaczony dla zaawansowanych graczy. Chociaż rdzeń zasad jest bardzo prosty, odkrywanie właściwości kafli, możliwości ukrytych w niuansach mechaniki oraz konieczność połączenia tego wszystkiego w jeden zgrabny plan, modyfikowany przez poczynania towarzyszy stołu, przygwoździ niejednego wytrawnego gracza, a nawet zmusi do nerwowego wycierania spoconego czoła.

Ponadto ilość decyzji do podjęcia nierzadko wywoła w nas paraliż decyzjny, zwłaszcza przy początkowych rozgrywkach. Wszystko wydaje się słuszne, a najbardziej intuicyjne posunięcia często przeobrażają się w niepotrzebną walkę o dany kafel, co kosztuje nas sporo meepli, których mogliśmy użyć do bardziej użytecznych ruchów. Doświadczony gracz zawsze będzie miał przewagę nad początkującym bowiem poznał przynajmniej już mniej więcej rodzaje kafli. Przyjemność z gry zwiększa się wraz z poziomem ogrania. Im więcej partii, tym bardziej satysfakcjonujące rozgrywki. Jednakże nie wszyscy mają ochotę na mozolne odkrywanie wszystkich smaczków. Zasada easy to learn, hard to master sprawdza się tutaj w całej rozciągłości.

A jak to w końcu jest z tą interakcją? Z zasad wynika, że trochę jej jest i trochę jej nie ma. Dodatkowo nie wiadomo, czy to dobrze czy źle. Oczywiście w samych założeniach tytuł ten nie był nastawiony na młócenie oraz niszczenie oponentów. Nie przejedziemy się walcem po wyschniętych kościach naszych wrogów. Jednakże, spokojne obrabianie własnego poletka musi połączyć się z uważną obserwacją ruchów przeciwników, szczególnie w trakcie licytacji. Nie raz, nie dwa zostaniemy zmuszeni do zrewidowania naszej strategii. Zablokowanie ważnego dla nas kafla jest wyjątkowo bolesne. Na szczęście dróg do zwycięstwa jest na tyle dużo, że podreptanie inną ścieżką może być równie satysfakcjonujące. I owocne:)

Na samym początku naszej przygody z Keyflower delikatnie dopiecze nas downtime. Nie za bardzo wiadomo ani co zrobić, ani w którą stronę iść. Wszystko wydaje się opłacalne oraz nie wiemy jakich wyborów dokonają nasi przeciwnicy. Na szczęście wraz z coraz większym ograniem czas oczekiwania na swoją turę znacząco spada, wciąż jednak zdarzają się sytuacje wymagające głębszego przemyślenia. Jeżeli usiądziemy do stołu z wytrawnymi myślicielami, to prawdopodobnie nie zdążymy przygotować sobie herbatki, ale utniemy sobie miłą pogawędkę z sąsiadem. Nie oszukujmy się – w takiej partii szare komórki muszą intensywnie pracować!

Jak wiele gier euro Keyflower cierpi na syndrom ABK – Absolutnego Braku Klimatu. Pustynia, suche pranie, step – wszystkie skojarzenia będą adekwatne. Czy czujemy potęgę rozwoju naszej wioski? Czy otacza nas bryza Nowego Świata? Czy troszczymy się o kolonistów zabieranych ze skrzypiących statków? Odpowiedź jest oczywista – nie. Całość, wraz z grafikami nastawionymi bardziej na funkcjonalność niż estetyczny sznyt, jest raczej umowna. Emocje są drugorzędne w stosunku do wojny umysłów. Stara szkoła drewna, a nie jakiś plastik. Mechanika, głupcze;)

Natomiast sama mechanika to prawdziwy majstersztyk. Chodzi idealnie, jak świetnie naoliwiony zegarek. Genialna licytacja, fenomenalnie zazębiające się zdolności kafli, szczypta losowości z dodatkiem ryzyka oraz inne mechanizmy, dodatkowo szlifujące ten diament, generują jednocześnie wysoką regrywalność wraz ze świetnie spędzonym czasem. Trudno nawet przyczepić się do losowego dociągu kafli, ponieważ nie spotkamy się z sytuacją bez wyjścia, lecz z nowymi, nieodkrytymi jeszcze przez nas możliwościami. Zamiast irytacji na nieprzychylne fatum, Keyflower zaoferuje nam kolejne wyzwania. I czacha będzie nam nieźle dymić.

Zawsze jednak znajdzie się jakiś uwierający kamyczek. Muszę odrobinę ponarzekać na skalowanie. Najlepiej wspominam rozgrywki od 3 do 5 graczy. W parze nie jest już tak ciekawie i chociaż kafli jest mniej, to blokowanie rywala nie jest już takie łatwe. Zbyt łatwo można zrealizować wybraną na początku strategię, przez co mniej jest tak charakterystycznego dla gier euro miłego napięcia. Natomiast w pełnym składzie partia ma tendencję do niemiłosiernego przedłużania się. Downtime daje się we znaki, trzeba bacznie obserwować to, co dzieje się na planszy, toteż nie namyślimy się wystarczająco podczas tur innych graczy i będziemy czekać, czekać i czekać. Ponadto po wielu rozgrywkach Keyflower aż prosi się o dodatki. Podstawka zawiera zbyt mało kafli, aby cieszyć nas w nieskończoność.

Keyflower to mocarny oraz niebanalny przedstawiciel swojego gatunku, pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów mózgożernych tytułów. Mnóstwo strategicznych decyzji, wiele dróg do zwycięstwa, wysoka regrywalność oraz nowatorska mechanika zapewnią nam wiele godzin godziwej rozgrywki. Nie jest to pozycja dla fantyków negatywnej interakcji, lecz na szczęście nie mamy do czynienia z samotnym pasjansem. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam 🙂

Keyflower – Kupcy

Drugi dodatek wprowadza do gry kilka nowych mechanizmów. Otrzymujemy nowe kafle łodzi, na których umieścimy drewniane chaty oraz znaczniki kontraktów. Chaty traktowane są jako kolejny symbol strzałki usprawnienia, a kontrakty zapewniają nam dodatkowe punkty na koniec gry. Zyskamy ich jeszcze więcej, jeśli zdecydujemy się na rozbudowę już wcześniej usprawnionego kafla. W zależności, czy gramy z dodatkiem Farmerzy, pewne modyfikacje zostaną wprowadzone zarówno do podsumowania pory roku, jak i do końcowego podliczania gry.

W moim skromnym mniemaniu jest to trochę słabszy dodatek niż Farmerzy. Znajdziemy tutaj trochę błysku, ale bez większego szału. Rozbudowa może trochę namieszać, szczególnie gdy zbudujemy sprawny silniczek na punkty, ale dalej jest powtórzeniem znanych trików z podstawki:) Najbardziej do gustu przypadły mi kontrakty – chociaż znacząco zwiększają element losowy, to dodają przyjemną, znaną z gier euro, swojskość kumulowania kolejnych surowców. Dla fanatyków Keyflowera po pewnym czasie będzie to dodatek obowiązkowy, zwłaszcza że dorzuca kolejne kafelki, których nigdy nie jest dość. Aczkolwiek polecam najpierw zaopatrzyć się i spróbować Farmerów. Dopiero razem odkrywają pełnie możliwości gry :).

Moja ocena to 8/10 – świetna gra, której partyjki nigdy nie odmówię:)

Plusy:

  • wysoka regrywalność
  • wiele dróg prowadzących do zwycięstwa
  • świetna mechanika licytacji
  • budowanie silniczka sprawia naprawdę sporo radości
  • wymagająca, ale satysfakcjonująca

Minusy:

  • skalowanie
  • po pewnym czasie „domaga się” kolejnych kafli
  • paraliż decyzyjny przy początkowych rozgrywkach
  • ryzyko downtime’u zwłaszcza przy pierwszych partiach

 

Dziękujemy wydawnictwu Czacha Games za udostępnienie gry do recenzji.

RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook
Google+
http://planszotaur.pl/keyflower-keyflower-kupcy-geniusz-tkwi-licytacji/
Twitter