Munchkin Legendy. Kantuj w legendarnym stylu. Recenzja

Dawno dawno temu… a może całkiem niedawno, w każdym razie za górami, za lasami, żyły sobie elfy, niziołki i krasnoludy… A poza tym mnóstwo legendarnych potworów, które trzeba zgładzić, bądź samemu zginąć. Żeby załatwić monstra skutecznie, trzeba sięgnąć do księgi … zaraz, zaraz… ale do której księgi? Najlepiej do wielu ksiąg, w których spisane są legendy, baśnie i mity z całego świata. Munchkin Legendy jest tak samo zmieszany, niewstrząśnięty jak maszkary z mitów różnych części świata w tej grze. Pozostaje już tylko kantować i grać nieczysto, aby ocalić świat przed zalewem wszelkiego paskudztwa starożytnego i całkiem współczesnego…

Munchkin Legendy to kolejna odsłona przezabawnej, przygodowej gry karcianej aspirującej do miana karcianego RPG.

Jedno jest w niej najważniejsze- zwycięstwo, i w cale nie musimy tu być fair. W tej kwestii nic się nie zmienia w stosunku do podstawki. Wydawnictwo Black Monk cięgle serwuje nam kolejne odsłony tej ciekawej gry , w której nieco żartem nieco serio możemy wcielić się w jedną z trzech ras: Krasnoluda, Elfa, lub Niziołka. Sporo tu liczenia, więc przy okazji rozwiniemy się matematycznie ;). Gra przeznaczona jest dla 3-6 graczy, w wieku powyżej 10 lat. Powinniśmy przeznaczyć na rozgrywkę około 60-120 minut.

Pudełko standardowych dla Munchkina rozmiarów…

…jest jak zwykle porządne i z ciekawą ilustracją Johna Kovalica. Grafiki są oryginalne i niewątpliwie przysparzają grze wielu fanów. Na odwrocie znajduje się krótki opis dotyczący celu rozgrywki, oraz spis elementów (165 kart, w tym Drzwi i Skarby, oraz kość K6).

W pudełku znajduje się plastikowa wypraska na karty i ładną kostkę, oraz instrukcja. W zasadzie prócz ilustracji i kolorystyki nie różni się niczym od instrukcji do gry podstawowej. Jak dla mnie nieco chaotyczna, choć prosta i jasno prowadząca nas przez liczne zasady gry. Na końcu znajduję się kilka ciekawych porad jak łączyć różne Munchkiny, z którymi najlepiej połączyć Legendy, oraz jakie dodatki będą do tego wydania pasowały.

W wyprasce jest 165 kart dwóch rodzajów: Skarby i Drzwi, oraz jedna kość K6, która będzie służyła do uciekania potworom.

Wśród kart podobnie jak w podstawce znajdziemy przede wszystkim karty potworów i skarbów, a także ras i klas, dzięki którym będziemy mogli budować i rozwijać naszą postać. Są tam też karty wydarzeń pozwalających namieszać przeciwnikom, lub pomóc sobie albo innym- oczywiście wyłącznie w celu osiągnięcia korzyści 🙂

Legendy dają nam bardzo ciekawe stwory, wszystkie mniej lub bardziej przedstawiają związane z legendami różnych części świata archetypy strachów stworów i innych niesamowitych stworzeń. To samo dotyczy przedmiotów, a nawet klątw.

Wśród skarbów możemy znaleźć dodatkowe poziomy, broń, zbroje, hełmy, buty oraz jednorazowe zdarzenia krzyżujące plany przeciwników, oczywiście wszystkie związane z mitami i legendami.

Równie pomysłowe są karty wzmacniające lub osłabiające potwory. Karty mają rewelacyjne ilustracje, przy okazji bardzo zabawne, nadające całej grze bardzo fajnego klimatu.

Epicką przygodę czas zacząć.

Przygotowanie do gry jest nieskomplikowane, rozdzielamy karty drzwi i skarbów, tasujemy, rozdajemy każdemu graczowi po cztery z każdego stosu i już. Brakuje nam jeszcze tylko żetonów, lub karteczek, lub kości K10, czy czegotamkolwiek innego, aby móc zaznaczać swoje poziomy. Na starcie każdy jest Człowiekiem i ma 1 poziom. Jeśli trafimy na odpowiednie karty będziemy mogli zdobyć rasę, klasę oraz w trakcie rozgrywki będziemy podnosić swoje poziomy. Można to zrobić zabijając potwora, albo pomagając innemu bohaterowi (jeśli akurat jesteśmy elfem), albo zagrać kartę umożliwiającą podniesienie poziomu, względnie kradnąc komuś poziom. Wygrywa ten, kto pierwszy zdobędzie 10 level. Wszystko dokładnie tak jak w wersji podstawowej.

W czasie gry każdy gracz może w swojej kolejce wyłożyć karty z ręki (Faza pierwsza), w ten sposób, wchodzą one do gry. Następnie wykonujemy kolejne fazy: otwarcie drzwi. jeśli jest tam potwór- walczymy lub uciekamy, jeśli klątwa, dotyka nas natychmiast, jeśli jakieś zdarzenie, możemy je zabrać, a nawet od razu zagrać na stół.

Faza druga umożliwia nam, pod warunkiem, że nie walczyliśmy jeszcze z potworem w tej rundzie, zagranie potwora z ręki i stoczenie walki właśnie z nim. Może się to przydać, jeśli potrzebujemy podnieść swój poziom, a mamy pewność, ze pokonamy monstrum.

Faza trzecia pozwala na ponowne przeszukanie komnaty, jeśli wcześniej nie walczyliśmy i nie szukaliśmy guza u potwora zagranego z ręki. Wówczas dobieramy kolejną kartę drzwi.

Faza czwarta dotyczy sytuacji, kiedy pod koniec naszej tury mamy na ręce więcej niż 5 kart. To ostatnia chwila, by je zagrać, jeśli tego nie zrobimy, musimy rozdać nadmiar, dzieląc się z graczami o najniższym poziomie.

Walka polega na porównaniu poziomu potwora z naszym poziomem i wszystkimi bonusami jakie mamy. Wygrywamy, gdy mamy więcej pkt. niż potwór. Remis lub mniej pkt. oznacza przegraną. Możemy próbować uciekać, lub prosić o pomoc, lub musimy poddać się efektom marnego końca.
Wygrana oznacza zdobycie poziomów i skarbów (tylu ile widnieje na karcie potwora).

Kiedy wszyscy pozostali będą zwijać się ze śmiechu pozostaje wykorzystać okazje i uciec ze skarbami wprost ku zwycięstwu.

Jest epicko, czy niekoniecznie?

Munchkin Legendy jest grą, która powiela znany nam już schemat z gry podstawowej, podobnie jak tam, będzie tu sporo negatywnej interakcji, która nakręca klimat. Czy zatem znajdziemy tu coś co nas zaskoczy i będzie innowacyjne? W mechanice nie, w rozgrywce również nie, ale za to osadzenie Munchkina w świecie mitów i legend wyszło mu zdecydowanie na dobre, jak dla mnie dużo lepiej czuć tu fajny RPG’owy klimat niż w podstawce. Do tego zabawne teksty są oczywiście zupełnie inne, co odświeża całą rozgrywkę. Ważne też, by zadbać o jak największą liczbę graczy. Munchkin Legendy,  podobnie do swojego pierwowzoru zupełnie ni nadaje się dla dwóch osób. Nie przesadzałby jednak tym razem ze zbyt dużą ilością graczy, ponieważ teksty są dobre i wprowadzają w klimat, a czytanie ich przy więcej niż 4 osobach powoduje nudne i przestoje. Zasad jest sporo, jednak jeśli już ktoś grał w Munchkina bez problemu odnajdzie się w jego nowej odsłonie. Rozgrywka do najkrótszych nie należy, szczególnie jeśli będziemy grali ostro i bezwzględnie, choć wtedy jest tak naprawdę najwięcej zabawy. Jak we wszystkich wcześniejszych Munchkinach tak i tutaj, początkowo rusza gra ospale, ale pod koniec jest coraz bardziej dynamiczna i w jednej turze można zyskać kilka poziomów.

Podsumowanie

W Munchkina Legendy może zagrać każdy, kto lubi losowe gry z klimatem, nie polecam jednak graczom nie posiadającym tego specyficznego poczucia humoru, jakie jest zastosowane na kartach. Zauważyłem, ze Munchkiny mają swoich zagorzałych fanów i fanatycznych wrogów, niemniej nadają się i dla młodszych i starszych graczy. Tytuł ma sporo zasad, o których trzeba pamiętać, choć doradzam pierwsze rozgrywki zwyczajnie z instrukcję w ręku, potem już będziecie grać intuicyjnie. Losowość z jednej strony może denerwować, a z drugiej napędza regrywalność gry, szczególnie, ze można ją z powodzeniem łączyć z innymi tytułami z serii. Moim skromnym zdaniem Legendy są znacznie ciekawsze niż podstawowy Munchkin… ale to po prostu trzeba przeżyć.

Plusy

  • ciekawe ilustracje w stylu karykatur
  • dobra regrywalność
  • ciekawe i śmieszne opisy na kartach
  • elementy dobrej jakości

Minusy

  • instrukcja, nieco chaotyczna
  • wypraska, mało praktyczna
  • brak znaczników poziomów
  • duża losowość zniechęci niektórych graczy

Ocena: 7,5/10

Dziękujemy wydawnictwu Black Monk za przekazanie gry!

RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook
Google+
http://planszotaur.pl/munchkin-legendy-kantuj-legendarnym-stylu-recenzja/
Twitter