9 gier na Walentynki. Bo jak się kogoś kocha, to się z nim gra… dużo!

​Czternasty lutego – Dzień świętego Walentego, uznawanego za patrona zakochanych. Od chwili kiedy Polska przeszła przemiany ustrojowe, jesteśmy tymi szczęśliwcami, że mamy takie święta już dwa – Noc Świętojańską oraz Walentynki. To drugie najpierw nieco nieśmiało wkraczało na nasz rodzimy rynek, szczególnie, że od początku mało charakter bardziej komercyjny. Kto jednak nie lubi podkreślić swojego przywiązania i uczucia do ukochanej osoby? Przyjęło się zatem jako święto pełne czerwonych serc i innych gadżetów. Można je spędzić na tysiące różnych sposobów, ale naszym zdaniem najlepszym będzie wspólne granie 🙂 Oto kilka naszych propozycji, które mogą uprzyjemnić Planszówkowe Walentynki.

Daria: 3 gry na Walentynki.

O propozycjach: Walentynki jakie są każdy widzi. Niezależnie od naszego stosunku do tego święta zawsze watro zasiąść do planszy z bliską osobą. Często pojedynek 1:1 najbardziej nadwyręża szare komórki. W moich propozycjach nie będzie serduszek, romantycznej atmosfery lub motylków w brzuchu. Każda z niżej zaprezentowanych gier jest, po prostu, świetnym tytułem do rozegrania, kiedy cierpimy na niedostatek współgraczy. Chociaż należy pamiętać, że każda wymówka jest dobra, aby wyciągnąć z szafy kolejne pudło.

1. Clash of Wills: Shiloh 1862 – wyd. Myfair Games 2012 r.

Gra Martina Wallace’a i Colemana Charltrona, która cieszy się mniejszym zainteresowaniem niż powinna. Clash of Wills jest zaliczane do gier wojennych, co już samo z siebie potrafi odstraszyć potencjalnych grających. Gry wojenne kojarzą się z mnóstwem drobnych żetonów, mnogością zasad (gdzie drobiazg goni drobiazg) oraz skomplikowaną rozgrywką, nierekompensującą wysokiego progu wejścia. Z żadnym z tych twierdzeń się nie zgadzam, jednak Clash of Wills jest bardzo daleko do takich tytułów jak Gettysburg czy Napoleon’s Trumph. W przeciwieństwie do wspomnianych przed chwilą tytułów w grze Martina Wallace’a zasady są proste, klarowne i nie wymagają ponownego odświeżenia przed rozgrywką.

Stajemy po dwóch stronach barykady w Wojnie Secesyjnej, aby przesądzić o dalszych losach Nowego Świata. Sporą regrywalność zapewnia konieczność dostosowania taktyki w zależności od wybranej przez nas strony (Konfederacji bądź Unii). Szczypta losowości wprowadza miłe napięcie podczas rozstrzygania kolejnych potyczek. Wraz z zajmowaniem kolejnych pól, czujemy że musimy rozsądnie wybierać między pokusą szybkiego ataku a koniecznością obrony.

Choć estetycznie Clash of Wills nie przypadnie wszystkim do gustu, warto spróbować swoich sił w wojennych potyczkach. Może będzie to początek nowej, pięknej przyjaźni z grami wojennymi?

2. Waleczne Piksele – wyd. Portal 2014 r.

Od samego początku będę nieobiektywna. Uwielbiam piksele. Mogę zagrywać się w stare Final Fantasy godzinami. Także najświeższe „starodawne” pozycje stanowią miód na moje serce, pragnące fajerwerków fabularnych przy graficznymi minimalizmie. Straciłam wiele godzin przy The Last Door i Blackwell. Dlatego też nie mogłam przejść obojętnie obok Walecznych Pikseli. Z drżeniem ściągałam folię, marząc o taktycznej zabawie z nutą nieprzewidywalności. I nie zawiodłam się! Dowodzimy oddziałem wojowników, którzy pilnie wypełniają polecenia swojego dowódcy. Poruszamy się, atakujemy i czekam na szansę zniszczenia przeciwnika. Każda z kart możne zostać zagrana na kilka sposobów przez co każda kolejna rozgrywa zapewnia nowe wyzwania dla żądnych krwi bohaterów.

Liczne nawiązania do różnych aspektów kultury gier (wszelkiej maści) dodatkowo nacieszą nasze oczy. Polecam zaopatrzyć się w matę do gry, która możną było kupić w sklepiku Portalu. Wtedy klimat pikselozy stanie się wszechobecny. Prostota i elegancja zasad, w krótkim czasie przywiążą nas do Walecznych Pikseli na dłużej. Szybka rozgrywka (ok. 30 minut) zachęca do ponownego sięgnięcia po pudełko okraszone małymi ludzikami, szykującymi się do wyruszenia w drogę. Dla miłośników taktycznych karcianek jest to pozycja niemal obowiązkowa.

3. Metallum – wyd. Galakta 2013 r.

Gra Wojtka Krupnika i Wojtka Wójcika, która nie wzbudziła wielkiego entuzjazmu wśród planszówkowiczów, a zdecydowanie zasługuje na kilka partii. Stajemy na czele kompanii wydobywczej, która walczy o dostęp do cennego surowca Metallum. Wyborowi piloci pragną zapisać się na kartach historii firmy. Niestety, tylko najlepszy zostanie nagrodzony za swój wysiłek.

Metallum niesamowicie podgrzewa ducha rywalizacji. Wraz z kolejnymi ruchami cele futurystycznej firmy stają się naszymi pragnieniami. Nie ma tutaj niespodziewanych zwrotów akcji, nie zaatakują nas potwory, a spod kamieni nie wyskoczy pradawny stwór z otchłani szaleństwa. Mimo wszystko latanie stateczkiem nad planetami szarpie nasze nerwy. Dokładne przyglądanie się poczynaniom przeciwnika jest kluczem do zwycięstwa, ponieważ ważne jest nie tylko zbieranie kosteczek, lecz także reagowanie na próby zawładnięcia cennym surowcem przez przeciwnika. Nie ma tutaj może aż tak brutalnej negatywnej interakcji, że zgrzytami zębami ze złości, ale napsujemy sobie trochę krwi.

Nikt jednak nie powinien się obrazić, więc później można kontynuować Walentynki. Metallum świetnie łączy planowanie własnych posunięć ze złośliwością wobec współgracza. Jest to idealna propozycja dla tych, którzy lubią zastanowić się nad planszą, lecz nie interesuje ich samotny pasjans. Zawsze przyjemniej eksplorować kosmos z drugą osobą, można wtedy polecieć na koniec świata i jeszcze dalej.

Wiktor: 3 gry na Walentynki.

O propozycjach:  Walentynek specjalnie nie obchodzę, można je sobie robić kiedy się ma ochotę. Co do polecanych tytułów, to są to ulubione gry dla dwojga mojej żony Malwiny 🙂

1. Abalone – wyd. Rebel, 2012 r.

Abalone to jedna z pierwszych gier w jakie zagraliśmy.  Natrafiliśmy na nią przypadkiem na wystawie naukowo-technologicznej. Zajęła nam wówczas dobre dwie godziny. Niewiele później zamówiłem swój egzemplarz, który mam do dzisiaj, a często wyprzedaję gry.

Abalone jest prostą grą logiczną. Każdy z graczy dysponuje czternastoma kulkami, a jego celem jest wypchnięcie sześciu kulek przeciwnika z sześciokątnej planszy. Jak tego dokonać? Przesunąć do trzech swoich kulek w linii tak, aby po drodze popchnąć te należące do rywala. Warunek jest taki, że naszych musi być więcej. Wbrew pozorom gra nie jest banalna a każda rozgrywka będzie inna.

Elementy są wykonane doskonale. Kulki nigdy samoczynnie nie poruszą się na planszy, nawet jeśli ją podniesiemy. Gra nie zajmuje dużo miejsca, więc można ją ze sobą gdzieś zabrać. Można ją nabyć już od ok. 60 zł.

2. Patchwork – wyd. Lacerta, 2015 r.

Patchwork był ślepym strzałem. Kupiłem go tuż przed wyjazdem rocznicowym, bo akurat wpadł mi w oko. Wcześniej coś na jego temat czytałem, ale nic mnie nie przekonało wystarczająco. Szczególnie, że tematyka jest dość trywialna, wszak kogo może interesować wyszywanie kołderki?

Okazuje się, że wyszywanki mogą być naprawdę ciekawe. Uwe Rosenberg pokazuje, że jest w formie i zręcznie przemyca prostą oraz przemyślaną mechanikę za pomocą mało znanej metody szycia. W grze kupujemy skrawki materiału, które „przyszywamy” na planszy będącej kołderką. Wygra ten, kto lepiej będzie dobierać poszczególne elementy i dokładniej zaszyje swoje nakrycie, przy okazji dobrze zarządzając lokalną walutą – guzikami.

Nie dajcie się zatem zwieść pierwszemu wrażeniu, które może zniechęcić. Patchwork to bardzo dobra gra, która świetnie wprowadzi was w temat planszówek. Doświadczeni również nie powinni się nudzić. Patchworka można dostać od ok. 60 zł.

3. Pola Arle – wyd. Games Factory Publishing, 2016 r.

Kolejny tytuł Rosenberga w zestawieniu. Tym razem tematyka poważniejsza niż materiałowe ścinki. Pola Arle pozwalają przenieść się do rodzinnych stron autora, gdzie rozbudujemy swoje gospodarstwo.

Gra odbywa się w przeciągu dziewięciu pór roku. Co innego będzie można robić zimą, a co innego latem. Na koniec każdej pory roku zbierzemy odpowiednie plony. Będą to różnego rodzaju surowce, a także, raz do roku, ulubiony moment Malwiny – rozmnażanie naszej trzody: krówek, owieczek i koników 🙂 Brzmi jak sielanka, ale Pola Arle są dość wymagającym euro.

Pudło jest wypchane po brzegi różnymi elementami. Znajdziemy w nim sporo plansz, masę miniaturek zwierząt i żetonów.  W pełni uzasadnia to kwotę jaką musimy wyłożyć na Pola Arle, czyli ok. 170 zł.

Piotr: gra na Walentynki.

O propozycjach: serdecznie nienawidzę Walentynek. Obciachowe prezenty, kolejki w kinach i ciągłe „a ty co kupiłeś?” Grr…

1. Rosyjska ruletka ostrą amunicją

Okazujcie swoje uczucia na co dzień, a nie tylko 14 lutego, takie moje zdanie. Dla tych wszystkich obchodzących to święto na pokaz mam tylko jedną propozycję (powyższą).

Jeżeli faktycznie chcecie obchodzić walentynki to spróbujcie zrobić dla swojej drugiej połówki coś, co zapamięta do końca życia. Skok na bungee, tor gokartowy tudzież inne zaskakujące wydarzenie. Cokolwiek. BĄDŹ ORYGINALNY.

Jacek: 3 gry na Walentynki.

O propozycjach: Starałem się zaproponować tytuły, które mogą w jakikolwiek sposób urozmaicić Święto Zakochanych. Motto ma motywy wprost nawiązujące do miłości, jest lekką przyjemną grą dla każdego, Droga do Szaleństwa jest dedykowana dla dwóch osób, zaś Posiadłość Szaleństwa to typowa kooperacja, w której zakochani nie muszą grać przeciwko sobie a wręcz przeciwnie, bez dobrej współpracy nie osiągną sukcesu. Dwie ostatnie gry mają również w tytułach „Szaleństwo”, a czymże innym jest Miłość, jeśli nie jednym ze stanów Szaleństwa? Oczywiście jednym z jego najprzyjemniejszych stanów 🙂

1. Motto – wyd. Granna, 2015 r.

Moje polecanki zacznę od lekkiego tytułu. Motto to fajna, prosta gra karciana ze sporą liczbą żetonów do zdobycia. Świetnie sprawdza się na dwie osoby, ale można grać także w trzy i cztery. Motywem przewodnim są cele jakimi kierować będziemy się w życiu. Wśród nich MIŁOŚĆ, ale także pieniądze i sława. Trzeba pamiętać, ze najszczęśliwszy jest ten, który potrafi znaleźć idealny balans.

Gra nie jest banalna, jak z resztą żadna gra Reinera Knizia. Wszystko jest świetnie zbalansowane, a aby osiągnąć zwycięstwo trzeba będzie odrobiny wyobraźni, szczęścia, ale przede wszystkim matematyki. Rzecz polega na tym, aby zebrać po trzy karty z wybranym symbolem lub kolorem bądź liczbą konkretnych symboli od 1-3. Jeśli dobrze pokombinujemy, to możliwe jest ułożenie trójki z dwoma wybranymi cechami jednocześnie. Trzeba się jednak spieszyć, bo za każdą trójkę możemy wziąć żeton zaczynając od największego, jeśli będziemy zwlekać, może pozostać średni, najmniejszy lub wcale, a im mniejszy znacznik, tym mniej punktów do zdobycia.

Rozgrywki są bardzo przyjemne, niepozbawione emocji a świetne ilustracje ładnie oddają trzy życiowe cele. Szczególnie, że karty podzielone są na etapy życia. Wspaniale wygląda porównanie, jak wyglądają nasze priorytety w młodości, wieku dojrzałym i podeszłym. Motto nie jest drogą grą. Ceny nowej sztuki wahają się w okolicach 25 – 35 zł.

2. Poprzez Wieki Droga do Szaleństwa – wyd. Portal, 2016 r.

Wiem, wiem, Droga do Szaleństwa nie brzmi zbyt romantycznie… Postanowiłem jednak zaproponować tę grę jako zaprojektowaną z myślą o dwóch graczach. W zasadzie nie ma innej opcji. To typowa dwuosobowa karcianka, z przepięknymi ilustracjami, a jeśli jesteście parą kochającą prozę Lovecrafta, Cthulhu i wszystko co związane ze Starszymi Bogami oraz niesamowitymi opowiadaniami, powinniście w to zagrać w Walentynki. Zastosowano tu mechanikę draftu, dzięki czemu mimo niewielkiej ilości kart, gra jest niesamowicie regrywalna, właściwie nie ma dwóch podobnych rozdań. Wspominałem już o klimatycznych ilustracjach, aby dodać odrobinę tajemniczości możemy do rozgrywki zastosować świece, a stąd już nie daleko do intymnej atmosfery Walentynkowej. .

Gra jest szybka, będzie można cały wieczór rozgrywać rewanże, a kto wie, może nawet przejść do cięższego tytułu, albo przeciwnie, wtulić się i obejrzeć serię filmów na podstawie opowiadań uwielbianego przez Lovecrafta Edgara Allana Poe… to nie to święto? Przepraszam, ale niech każdy obchodzi tak jak lubi 😛

Cena gry to zaledwie 32 – 45 zł

3. Posiadłość Szaleństwa – wyd. Galakta 2016 r.

​​Cóż może być przyjemniejszego, niż we współpracy ze swoją ukochaną/ukochanym przeciwstawić się złu i zapobiec jego pojawieniu się oraz zniszczeniu znanego nam Świata? W Posiadłości Szaleństwa, która jest kooperacyjną grą przygodową będziemy musieli rozwiązać zagadki, dzięki którym ocalimy Świat  i oczywiście siebie. Będzie to nie tylko próba charakterów, ale również tego jak potrafimy współdziałać, czy nadajemy na tych samych falach, oraz czy nasze relacje są równe, czy też może jednak ktoś w związku gra pierwsze skrzypce ;).

Gra wbrew pozorom nie ma bardzo wysokiego progu wejścia, prawdopodobnie pomaga w tym aplikacja, której będziemy potrzebowali i która w dość zaskakujący sposób uzupełnia grę. Pomaga zdecydowanie wczuć się w klimat. Osobiście miałem opory przed tego typu hybrydami, ale okazuje się, że aplikacja w niczym nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie potęguje nastrój dzięki nienachalnej muzyce. Wspominałem już wcześniej o świecach… w tej grze również się przydadzą, ale tym razem na bardziej intymną atmosferę przyjdzie nam poczekać, ponieważ scenariusze do najkrótszych nie należą.

Rozgrywki w gry kooperacyjne, to coś stworzonego wprost dla zakochanych, którzy nie zawsze chcą grać przeciwko sobie. Tym razem jednak będzie trzeba zainwestować nieco więcej, ale czego nie robi się dla ukochanej osoby. Nowe egzemplarze zakupimy za około 322 -360 zł.

RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook
Google+
http://planszotaur.pl/sie-kogos-kocha-sie-nim-gra-duzo-9-gier-walentynki/
Twitter