Tiger Knight. Zaskakująca sieciowa chińszczyzna. Recenzja

Widziałem w swoim życiu tyle gier, że raczej trudno mnie czymś zaskoczyć. Zwłaszcza, jeśli jest to tytuł sieciowy pochodzący z Azji (konkretnie z Chin). Produkcje Azjatyckie zazwyczaj prezentowały… dość marny poziom, a lepsze produkcje nie były wydawane na zachodzie lub wydawano jest z dużym opóźnieniem, przez co nie robiły większego wrażenia.

O Tiger Knight usłyszałem zupełnym przypadkiem, a sama produkcja po filmach promocyjnych wydawała mi się idealną parodią nielubianej przeze mnie (a w Polsce dość popularnej) serii Mount&Blade. Gdy tylko tytuł (będący grą Free to Play) pojawił się na Steamie, od razu zabrałem się za pobieranie i przygotowałem sobie popcorn na czekającą mnie karuzelę śmiechu i żenady…

…nawet nie wiecie jak mocno się zdziwiłem.

Co to właściwie jest?

Po kilku partiach doszedłem do wniosku, że Tiger Knight to gra będąca mixem Mount&Blade’a, World of Tanks i Dynasty Warriors. Brzmi dziwnie? Już wyjaśniam.

Co ma wspólnego z serią Mount&Blade? Przede wszystkim walkę – gracze zaznajomieni z tamtym systemem będą mieli zdecydowanie łatwiej w Tiger Knight (co nie oznacza, że nie ma różnic). Mamy tu ataki i bloki z 4 kierunków, combosy czy kontry (tych dwóch rzeczy zdaje się brak w Mount&Blade) oraz niemal identyczne strzelanie z łuku. Podobnie do tureckiej serii prezentuje się dowodzenie oddziałami za pomocą prostych komend, choć mam wrażenie że jest to wygodniej zrobione.

Co ma wspólnego z World of Tanks? Po pierwsze – cały system zarządzania doświadczeniem, pieniędzmi i walutą premium. Podobnie jak w World of Tanks nasze jednostki zdobywają doświadczenie, które jest potrzebne do odblokowywania kolejnych ekwipunków dla niej (system identyczny jak odkrywanie poszczególnych części w WoT). Każda nasza jednostka zajmuje jeden slot w koszarach, w których mamy ograniczone miejsce (garaż WoT). Same jednostki dzielone są na tiery/poziomy (obecnie do 8, ale planowane jest 10), matchmaking stara się losować graczy tego samego tieru. Oprócz standardowej waluty mamy również walutę premium, jednakże tak jak w produkcji od Wargamming nie ułatwia nam ona rozgrywki, a jedynie przyspiesza „farmienie” kolejnych jednostek.

No dobrze, a gdzie w tym wszystkim Dynasty Warriors? Przede wszystkim – w klimacie gry. Mapy, muzyka, jednostki – wszystko to przypomina nam o chińskim rodowodzie produktu. Na dodatek warto rozgrywać bitwy w podobnym stylu – zawsze generał przeciwnika powinien być naszym priorytetem, nie jego jednostki. Poza tym ów generał (tj. każdy gracz w trybie PvP) jest wyraźnie potężniejszy niż jednostki pod jego dowództwem.

Tryby rozgrywki

W Tiger Knight mamy 3 główne tryby: Dowodzenie, Pojedynek i „Epickiej Wojny”. Dowodzenie to potyczka 5vs5 graczy wraz ze swoimi oddziałami. Może toczyć się ona zarówno jako regularna bitwa (dostępna od początku)jak i oblężenie (od 15 poziomu gracza). Szczególnie pozytywnie wypadają właśnie oblężenia, są one zdecydowanie dłuższe, ale też dają większe możliwości niż regularna bitwa (takich korzystanie z machin oblężniczych czy wylewanie wrzącego oleju na jednostki przeciwnika).

Pojedynek, wbrew nazwie, to nie walka jeden na jednego z innym graczem, ale tryb Team Deathmatch, gdzie walczymy bez jednostek. W trybie tym otrzymujemy specjalną walutę, którą możemy później wymienić na ekwipunek niedostępny inną drogą. Tryb ten jest dostępny jest od 8 poziomu gracza.

Ostatnim trybem jest tzw. „Epicka Wojna” – tryb PvE, w którym wraz z czwórką innych graczy stawimy czoła Lu Bu, legendarnemu chińskiemu wojownikowi. Tryb ten dostępny jest w 3 poziomach trudności łatwym (od 5 poziomu), normalnym (od 12 i 5 tieru jednostek) oraz trudnym (20 i 7 tier jednostek). Za każdym razem historia staje się dłuższa, a przeciwnicy bardziej wymagający.

Wrażenia

Jak wspomniałem na wstępie – mocno się rozczarowałem. Dlaczego? Bo naprawdę nie ma z czego się śmiać. To jest zaskakująco dobra gra. Fakt, ma jeszcze sporo niedoróbek (w końcu to wersja beta), ale aż strach pomyśleć jak ten produkt się rozwinie. Mechanika gry stoi na wysokim poziomie, zdecydowanie rozbudowując to, co oferował nam Mount&Blade. Do tego dodano nam starcia PvP, które zawsze będą budzić emocje – w końcu gracze zachowują się inaczej i niepowtarzalnie w porównaniu do komputerowych botów.

Grafika stoi na niezłym poziomie (gra wykorzystuje Unreal Engine 3), choć wyraźnie kuleje optymalizacja – zdarzają się spadki klatek, zwłaszcza w tłumie przeciwników. Mimo wszystko – nie ma tragedii, nawet na starszych komputerach da się w ten tytuł zagrać, choć wtedy nie ma co oczekiwać fajerwerków graficznych.

Dla mnie dużym plusem jest także dopasowywanie poziomu ekwipunku do innych graczy – w sytuacji gdy nasz generał posiada wyższy poziomowo sprzęt od innych graczy to jego statystyki zostaną dostosowane do poziomu pozostałych graczy. Proste, ale fantastycznie spisujące się rozwiązanie.

Nie mogę także nie docenić tego, że gra umieszczona jest w jednym z najciekawszych okresów historycznych. Chodzi mi oczywiście o czasy Trzech Królestw w Chinach (bo narazie tylko takie jednostki i wydarzenia otrzymaliśmy) – fantastyczny temat na grę, bardzo popularny w kulturze Chińskiej, ale także Japońskiej (liczne anime i mangi, często mocno odbiegające od oryginału). W przyszłości twórcy zamierzają wprowadzić inne nacje, ograniczając się do II wieku n.e. W planach (poza Rzymem) są jeszcze Partowie, Królestwo Kuszanów, europejskie plemiona barbarzyńskie, Goguryeo (jedno z królestw leżących na terenie Półwyspu Koreańskiego) i Japończycy.

Minusy? Troszkę monotonna ścieżka muzyczna, mam wrażenie, że to zapętlony jeden utwór.

Tłumaczenie z chińskiego także nie jest najwyższych lotów, choć nie ma tu większych trudności z połapaniem się o co chodzi – po prostu niektóre rzeczy autentycznie śmieszą (w tym moje ulubione przy porażce – It’s amazing, but you lose). Mam również wrażenie, że byłoby lepiej pozostawić oryginalny chiński dubbing i jedynie dodać napisy… Chinka (tak obstawiam) z samouczka starająca się przekazać nam informacje po angielsku brzmi komicznie.

Nie wszystkim będzie też odpowiadać farmienie jednostek… ale nikt nas do tego nie zmusza prawda?

Jestem szczerze zachwycony tytułem, mam nadzieję, że zdobędzie on sporą popularność (jest na to szansa, obecnie tytuł ten niemal nie jest reklamowany). Póki co oceniam Tiger Knight na 8/10, ale widzę tu ogromny potencjał na poprawę tej oceny.

46h na liczniku, gramy dalej.

SMLXL

PS: Gra jest dostępna w języku angielskim, brak póki co wersji polskiej!

8/10 – bardzo dobra gra

Plusy

  • niezła grafika
  • sporo trybów
  • fantastyczny klimat
  • mimo rozgrywek 5vs5 – epickość starć (zwłaszcza oblężeń)

Minusy

  • spadki FPS’ów podczas większych starć
  • monotonna muzyka

RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook
Google+
http://planszotaur.pl/tiger-knight-zaskakujaca-sieciowa-chinszczyzna-recenzja/
Twitter